4 lipca 2014

MOBILEBLOG 1

Jakie to cudowne i zarazem dziwne uczucie znowu do Was napisać. Nie jestem niestety w stanie stwierdzić, czy po tak długim czasie blogowej abstynencji ktoś z moich obserwatorów jeszcze tutaj zagląda, aczkolwiek słupki nadal dosięgają tych kilkunastu wyświetleń dziennie, co oznacza, że jeszcze się tak do końca nie "straciłam".

Postawiłam sobie ostatnio za cel zgromadzić cały stos świeżych pomysłów na posty i intensywnie wrócić do blogowania, ale jak to zwykle bywa - mój laptop zdecydował się zepsuć na dobre. I tak jak wcześniej spaliłam się ja i cała moja motywacja, tak teraz spalił się mój Acer. Myślałam, że nasze stosunki są bardziej głębokie i zażyłe, ale niestety, mimo płaczu, próśb i gróźb, on tak po prostu więcej się nie włączył. Cóż, pod koniec lipca mam nadzieję cieszyć się już nowym laptopem a wtedy na pewno Wam nie popuszczę!
Instagram: @pyskara

Do usłyszenia i dajcie znać, czy dalej dla Was skrobać!

8 kwietnia 2014

DAWNO, DAWNO TEMU...

Choruję od ponad ośmiu miesięcy. Zaczęło się bardzo niewinnie, główne objawy to ucisk w żołądku i zaczerwienione policzki, problemy z koncentracją, przyspieszony oddech, czasem bezsenność. Zignorowałam to, mówiąc, że takie choroby nie dotyczą osób takich jak ja.

Z czasem objawy zaczęły się nasilać, aż w końcu dowiedziałam się, że przyczyną "szkód" w moim ogranizmie jest  fenyloetyloamina endorfiny* (C6-H5-NH-C2H5). Ucisk w żołądku ustąpił miejsca przyjemnemu ciepłu w okolicach klatki piersiowej, twarz pozostawała delikatnie zarumieniona,
wrażliwa na dotyk. Usłyszałam też, że (nie)stety nie ma na to lekarstwa.

I zrozumiałam, że nie ze wszystkich "chorób" warto się wyleczyć.
W niektórych warto trwać i pielęgnować je. Zwłaszcza, gdy ma się z kim chorować.

*fenyloetyloamina endorfiny - organiczny związek chemiczny, zwany potocznie miłością

6 kwietnia 2014

ZASYPANA PO SZYJĘ DZIWNYMI PRZEDMIOTAMI UMRZEĆ CHCĘ, TAK TO WIDZĘ

Mam słabość do pudrowo - różowych ciuchów z delikatnych, zwiewnych tkanin, dlatego gromadzę je, nawet gdybym miała nigdy ich nie ubrać. Tak jest również z tym okropnym, babcinym sweterkiem, dorwanym za 2 zł w chełmińskim lumpeksie. Już ponad pół roku czeka na swoje 5 minut, bo za każdym razem, gdy go wkładam, czuję się nieco komicznie. Cóż, mam nadzieję, że niedługo uda mi się "jakoś" go skomponować lub - w ostateczności, bo bardzo tego nie lubię - trafi w jakieś inne ręce.


Poza tym mam naturę chomika i wcale się z tym nie kryję. Co dzień przebijam się przez stertę dziwacznych ubrań, których nie noszę, ale za nic w świecie ich nie wyrzucę. Wiszą na wieszakach, leżą w koszykach i cieszą zmysły, bo pewnie nie wiecie, ale otaczanie się dziwnymi przedmiotami uszczęśliwia mnie prawie jak samo jak porcja truskawkowych lodów z podwójną bitą śmietaną, w Dzień Świni, kiedy to "zapominam" o żywieniowych restrykcjach. Tak, dziwne przedmioty są jak
lody truskawkowe. Czynią mnie szczęśliwą a szczęście to wspaniała rzecz.

3 kwietnia 2014

WSTAŁAM BARDZO WCZEŚNIE I W MOJEJ GŁOWIE ZNÓW SIEDZĄ DZIWNE RZECZY

Tak bardzo chciałabym być dobra dla siebie, bez względu na otoczenie. Nie karcić się za porażki, za jedno ciastko za dużo, krzywo złożone podkoszulki, za grubą kreskę na powiece. Przestać obsesyjnie liczyć pokrojone plasterki ogórka na kanapce, zawsze osiem, cztery na jedną, cztery na drugą. Nigdy trzy i pięć. Nie liczyć sekund, gdy wlewam wodę do wazonu. Nie zaczynać czynności "o pełnej godzinie", być bardziej spontanicznym. Nie martwić się błahostkami, większość "problemów" rozwiąże się sama. Przestać obsesyjnie patrzeć za okno, zbierać psią sierść z kanapy. Nie czuć się jak Adaś z "Dnia Świra". Mówić o swoich uczuciach i marzeniach. Szanować osoby, które kocham. I mówić "kocham", nie tylko "kocham Cię", ale "kocham muzykę", "kocham taniec", "kocham cappucino". Czuć to głęboko i robić to, co się kocha. To co daje szczęście, uśmiech na twarzy.


Poza tym otaczać się białymi meblami, puchowymi maskotkami, świeżym, wilgotnym powietrzem, delikatnymi, różanymi filiżankami, pudrowymi bluzeczkami z białym kołnierzykiem, dziewczęcymi sukienkami, lizakami na patyku, spokojną muzyką, truskawkowymi perfumami, waniliowym jogurtem, lśniącymi, srebrnymi łyżeczkami, pachnącymi balsamami do ciała, białymi pończoszkami, delikatnymi podwiązkami, słodkim winem, kawowym likierem, zielenią, mlecznym szkłem...

...czuję się jak wariatka.

1 kwietnia 2014

CZAS ZACZĄĆ MYŚLEĆ O SOBIE

Kiedy w styczniu zeszłego roku zakładałam obecnego bloga, obiecałam sobie, że za nic w świecie nie usunę żadnego wpisu, jakkolwiek beznadziejny i nieprzemyślany by był. Cóż, długo się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że nie mogę ruszyć z miejsca, gdy wciąż gdzieś w tyle zostawię wpisy totalnie mnie niezadowalające. Takim to sposobem kilka wpisów zniknęło z archiwum, kilka zostało zedytowanych, przeredagowanych. Teraz spokojnie mogę ruszyć w dalszą podróż.